[*][*]
Dzień się zapowiadał dużo lepiej niż poprzedni. Na 1 godzinie odrabiamy na historii chemię sprzed tygodnia. Dziewczyny trzymają się dzielnie, do momentu. Jakieś 20 po ósmej wpadły dziewczyny z samorządu (inicjatywa własna jak się dowiedziałem z wiarygodnych źródeł) rozdawać czarne wstążki. I może to by było jakoś do przeżycia, gdyby nie to że nasze drogie młodsze koleżanki obwieściły nam to jakby roznosiły cukierki na mikołajki, uśmiechnięte wchodzą i ” Dzień dobry my byśmy chciały rozdać wstążeczki”. Wyszły i już do końca lekcji nikt się nie odezwał, razem z nauczycielką.
Kolejna była lekcja łaciny z księdzem, Najpierw modlitwa za duszę koleżanki i zaczął z nami rozmawiać. Oczywiście powiedział co wiara katolicka mówi o śmierci, że tam jest lepiej, potem o tym jak wygląda pogrzeb i tak dalej, wiadomo jak to ksiądz. Lekcja geografii-piszemy zaległy sprawdzian, pani profesor była tak miła i pozwoliła nam pisać w grupach, złapałem 5(dawno już sie nie udało).
Lekcja polskiego-tego baliśmy się najbardziej, profesorka bardzo lubiła Sandrę, wczoraj się z nią nie widzieliśmy. Na początku opowiedziała nam historię ze swojego życia, potem przeszliśmy do omawiania (o ironie) “Zbrodni i kary”. Marysia tylko kilka razy wtrąciła słowo o Sandrze, wspomniała o pustym miejscu w pierwszej ławce.
Kolejną lekcję mieliśmy z naszą ulubioną nauczycielką. Jak to ładnie skomentowała koleżanka “Nawet jakby Marian umarł (jej syn, chodzi z nami do klasy) to ona by lekcje poprowadziła”-nic dodać, nic ująć. Potem chemia znowu, nauczycielka musiała coś pouzupełniać więc mieliśmy luzik. Teraz siedzę i pisze tę notkę.
W szkole trochę głupio się czułem, podejrzewam zresztą, że tak jak cała klasa, naokoło wszyscy szczęśliwi, tak naprawdę mają w dupie to, żarty, a u nas stypa. Cytując koleżankę, jak w zoo. Dobijająca gazetka na korytarzu, czarny materiał, jej imie, zdjęcie, data urodzenia i zgonu. Głupie uczucie, ty tutaj cierpisz, a w koło świat normalny, nic nie zauważa, nie licząc ludzi w sklepie którzy wymyślają tysiąc różnych wersji…
Bartek wiele osób znało, lubiało i kochało Sandrę… Ale nikt nam nie daje luzu, musimy się uczyć dalej, chociaż mi też jest przykro… Gazetka jest straszna, a te dziewczyny… Te dziewczyny faktycznie w trochę dzwiny sposób “rozdawały wstążeczki”.
I co mam powiedzieć… Najbardziej szkoda mi jej rodziców…
..no dziś już było minimalnie lepiej-chociaż to i tak nie odpowiednie słowo, niekiedy zagościł nawet uśmiech na naszych twarzach (nie licząc wczoraj u psychologa) ..ale dalej czujemy ból i pustkę..i ogromny żal. Pojawienie się zdjecia Sandry i pierwsza lekcja chemii- to były najtrudniejsze momenty, bynajmniej dla mnie. Najgorsza była lekcja angielskiego.. mam żal do kobiety, mogła chociaż słowem wspomniec. Podobna była sytuacja, jak dziewczyny opowiadały na niemcu.. Ogolnie jednak da się wyczuc zdenerwowanie w klasie.. bo w podświadomosci i nie tylko siedzi myśl o pogrzebie..a przerażajaca, nieznośnie przygnębiająca jest myśl o ostatnim pożegnaniu z koleżanką..
Bedzie cięzko..boję się..
Skojarzyło mi się bo ja dostałam zielonego pod kolor bluzki jaką miałam w pietek
a Kuba zółtego. Dziś na angielskim wyciągam książki a z nich wypada mi na stolik patyczek od niego, pamiętam bo go tak specyficznie zgięłam …jej jak taki wydawałoby się banalny przedmiot może w jednej chwili nabrać wartości- noszę go teraz w piórniku
A co do piórnika, u Kuby na gegrze znalazłam podpis Sandry.. Matko jakie te życie nieprzewidywalne.. jeszcze w piątek z nami..
Wogole wkurzaja mnie jeszcze spojrzenia innych, gapią sie jakby to była jakaś sensacja, obserwują jaka jest nasza reakcja a potem pierniczą głupoty że ta nieszczerze coś przeżywa a ten udaje …matko ludzie opanujcie się !!
Teraz tak patrze na bijącą po oczach zielono-seledynową strone Bartka..i zaraz przypomnina mi się jak w piątek na technologii Sandra dała mi i Kubie lizaki
Hee nie wiedziałam ze sie az tak rozpisałam
Dzięki, Bartek, że skreśliłeś zapis, choć to nie mnie powinno na tym zależeć… i nie mnie za to dziękować… cóż to nie moja wina w tym, że niektórzy nie wiedzą, jak się zachować
Ale przyznam, że same wpadły na ten pomysł ze wstążkami, nie widziałam jak je roznosiły, ale i u nas w klasie wyglądało to dość dziwnie.
U nas całe to “rozdawanie wstążeczek” było w porządku.
Ale tak poza tym, to ciężko mi, kiedy widzę na korytarzu śmiejących się ludzi i kiedy patrzą się na tych, którzy nie potrafią zatrzymać łez… szczerze mówiąc tak łatwiej, jak to wszytsko z człowieka wypłynie… Pewnie każdy to przeżywa, choć może “każdy” to zbyt dużo uogólnienie… Każdy, kto JĄ znał i przekonał się, jaka była wspaniala, a właściwie jest, bo wierzę, że istnieje i zawsze będzie w naszych sercach i wspomnieniach…
Wiem, że jest trudno, bo sama to czuję, ale próbuje sobie to wszytsko tłumaczyć, że… no cóż stało sięi nic jej życia nie zwróci, że trzeba żyć dalej, ale CIĄGLE o NIEJ pamiętając…
A jeśli chodzi o pogrzeb, to też się boję… boję się świadomości, że to już bedzie nasze ostatnie spotkanie, ostatnie pożegnanie… i to na zawsze…
Śmierć to część życia…
Sandruś… brakuje mi Ciebie, Twojego uśmiechu i pogody ducha… [*]
Aurelko… Mam nadzieję, że starczy Ci sił…
Sądzę, że tak naprawdę dużo ludzi chciało pokazać łączenie się w bólu ale wielu z nich za masiąc nie będzie pamiętało tego zdarzenia… chociaż jej nie znałam, to wiem, że w sercach niektorych pozostanie na zawsze… modle się o nią.
Ludzie, gdzie wy macie rozum, gdy wsiadacie do samochodu z pijanym kierowcą …
A potem pozostaje tylko płacz i lament.