Siewca wiatru
Książka dzieje się w niebie. Początek jest bardzo historyczny, kiedy to aniołowie po walce z Antykreatorem(przeciwieństwem Boga) spokojnie sobie budują kosmos. Spokojny zapieprz przerywa im kolejny atak cienie, w którym to bohaterem okazuje się jeden ze stworzonych, Anioł Miecza Daimon Frey. Używa on specjalnych kluczy, łamiąc zakaz, do zamknięcia bramy i tym samym pozbycia sie niebezpieczeństwa. Oczywiście, ze anioły nie są wspaniałe, od razu jest obarczony za zabicie 3 aniołów skazany na śmierć. Egzekucja zostaje wykonana, tylko jest jedno małe ale, po egzekucji, Bóg go wskrzesza i robi Abbandonem, Aniołem Zagłady, Burzycielem Starego Porządku, Tańczących na Zgliszczach. Potem akcja dzieje się już trochę później, rok coś koło 2000, czasy nam współczesne. Przez ten czas Archaniołowie obalili starych eonów, sami przejęli władze, potem wojna domowa wywołana przez Lucyfera itp itd. Tylko jest jedno ale, w pewnym momencie Pan odszedł. Ot tak po prostu, poszedł sobie. Archaniołowie strzegą tej tajemnicy przed wszystkimi, aby ja zachować sprzymierzyli się też z Głębinowcami (czyli zgrają Lucyfera). Spokojne życie zakłóca zaginięcie księgi, a wszytki znaki wskazują ponowne przyjście Antykreatora.

Książkę się czyta z zapartym tchem. Wciągająca akcja, ciekawi bohaterowie-to wszytko stwarza świetną atmosferę. Kilka wątków jest genialnych, np. jako narkotyki są woda z Lourdes, lub trawa z Fatimy. Aniołowie są tacy jak my, a nawet gorsi. Zakłamani, dwulicowy. Świetny cytat który to ilustruje jest i Pistis Sophii-Aniele Mądrości Bożej i domniemaniach że to ona węża nasłała -Kto wie? To do niej podobne. Jest wcieloną Mądrością Pańską, więc nie ma nic wspólnego z miłosierdziem i przyzwoitością. Jeśli tylko wąż leżał w jej interesach… Ogólną sympatię wzbudza też Samael. Archanioł, który najpierw namówił Lucyfera do buntu, nie stając po jego stronie w chwili wypowiedzenia posłuszeństwa, zostaje usunięty z nieba za swoje zachowanie i strącony do głębi. Z głębi usuwa go Lucyfer, gdyż tam też się nie nadaje.
Szczerze powiedziawszy jedynym minusem książki jest to, ze szybko się ją czyta. choć ma 560 stron, ja ją przeczytałem w 6 godzin. Szybka akcja, ciekawe kreacje bohaterów, świat który pozwala nam się oderwać od rzeczywistości. To jest to, czego się szuka w książkach.
Siewcę Wiatru czytałem spory kawałek czasu temu - ponad rok już będzie, jak nie więcej. Faktycznie, akcja książki toczy się w ciekawym świecie, co skrzętnie wykorzystałem na maturze ustnej z polskiego (motywy alternatywnych światów w wybranych utworach). Maję Lidię Kossakowską miałem też okazję poznać na Dniach Fantastyki parę lat wstecz, które odbywały się w Leśnicy (dzielnica Wrocławia) - bardzo pogodna i sympatycznie usposobiona
Anyway, jeśli chodzi o samą książkę, to mnie nie powaliła. Faktycznie, jak naskrobałem wcześniej, koncepcja świata jest interesująca, natomiast sama akcja - “taka se”. Dla mnie zaczęło się rozkręcać w okolicach 350 strony i jak już była kulminacja, to się okazało, że to koniec książki (:
Fajnie, tylko czemu ta zajawka napisana jest takim koszmarnym językiem? Jakoś na zasadzie efektu halo zaczynam odczuwać niechęć do książki reklamowanej śmietnikiem językowym. Ale przeczytam.